Ryan Peterson

RYAN PETERSON
10 II 1981, NEW YORK ♠ DYREKTOR BELLEVUE HOSPITAL CENTER ♠ STORM ♠ LOFT NA BROOKLYNIECZARNA PERŁA
Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i zdolności ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy. Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją. Do jakiegokolwiek wejdę domu, wejdę doń dla pożytku chorych, wolny od wszelkiej chęci krzywdzenia i szkodzenia, jako też wolny od pożądań zmysłowych, tak względem niewiast jak mężczyzn, względem wolnych i niewolników. Cokolwiek bym podczas leczenia czy poza nim w życiu ludzkim ujrzał czy usłyszał, czego nie należy rozgłaszać, będę milczał, zachowując to w tajemnicy. Jeżeli dochowam tej przysięgi i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w życiu i pełnieniu swej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy; w razie jej przekroczenia i złamania niech mię los przeciwny dotknie.
Skalpel pod delikatnym naciskiem palca wskazującego przebija się przez skórę, ukazując czerwoną maź. Czujesz zapach leków, wypełniający każdy centymetr sześcienny pomieszczenia. Bijące serce zdecydowanie przyśpiesza swój rytm. Zastygasz nad pacjentem. Spojrzenia innych lekarzy przebijają się przez ciebie niczym strzały, zakończone niewymownie ostrym grotem. Dłonie trzęsą ci się praktycznie niezauważalnie, ale ty masz wrażenie, jakbyś miał za chwilę upuścić narzędzie na podłogę. Niemal słyszysz trzask metalu, rozbijającego się o płytki. Nagle z przerażeniem stwierdzasz, że nie możesz się poruszyć. Wszystko dookoła cichnie, poza charakterystycznym, miarowym pikaniem, które informuje cię o funkcjach życiowych pacjentach. Dziwne szepty zaczynają narastać w twojej głowie. Oddychasz coraz ciężej. Na sali znajdujesz się teraz tylko ty i chory w przyprawiającym o gęsią skórkę przyciemnionym świetle. Twój umysł niespodziewanie rozdziera ten najstraszniejszy dla lekarza odgłos. Wpadasz w panikę. Próbujesz krzyczeć, wołać o pomoc, o ratunek, ale nie możesz wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Nikt cię nie słyszy. Nagle wszystko spowija mrok. Czujesz chłód. Otwierasz oczy. Widzisz metalowe łóżko, przykryte białym płótnem. Masz wrażenie, że nic tam nie ma, ale robisz krok w prawą stronę i zauważasz, że ktoś leży, skrywany pod śnieżnym materiałem. Podchodzisz bliżej i drżącymi rękami odsłaniasz twarz tajemniczej osoby. Źrenice powiększają ci się w ułamku sekundy. Czujesz, że nogi odmawiają ci posłuszeństwa. Próbujesz chwycić się trupiego łoża, ale to w ostatniej chwili odsuwa się i padasz na ziemię. Coś mokrego skapuje ci na twarz. Sięgasz ręką na policzek. Na palcu zostaje ci czerwona plama. Podnosisz wzrok i twoim oczom ukazuje się mrożący krew w żyłach obraz. Nieskazitelnie białe ściany zostały zbrukane krwią...
Wtem budzisz się - zlany potem, z przyspieszonym oddechem. Rozglądasz się dookoła, nerwowo dotykasz swego oblicza. Jesteś w swoim pokoju, Nowy Jork spowija zasłona nocy. Zrywasz się z łóżka i biegniesz do łazienki, potykając się o próg. Bezwładnie opadasz na drewnianą podłogę. Czujesz ból w szczęce. Przeklinasz siarczyście, po czym energicznie podnosisz się. Nerwowo odkręcasz kran i chlustasz w twarz strumieniem lodowatej wody. Krople spływają po twoich policzkach, przemieszczają się w kierunku brody, kończąc swoją wędrówkę na nagim torsie. Bierzesz w dłoń czarny ręcznik, ścierając wilgoć. Spoglądasz w lustro. Wyglądasz blado, jakbyś właśnie zobaczył ducha. Oczy zachodzą ci mgłą.
- To tylko sen - szepczesz. - To tylko sen...


Witamy się ładnie z Ryanem i zapraszamy do wątków :3 ukochamy za powiązania!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ryan Peterson