Elizabeth Reynolds

Elizabeth Reynolds
19 V 1984, Newburgh właścicielka kancelarii adwokackiej apartament na Manhattanie
Jeszcze kilka lat temu mogłabyś jedynie pomarzyć o takim życiu. Były chwile, kiedy przymierałaś głodem i byłaś zmuszona żebrać na ulicy, ponieważ Twoi rodzice nie mieli pieniędzy, by Cię wykarmić. Wiedziałaś jednak, że jeśli będziesz ciężko pracować, trud się opłaci. Nie spałaś po nocach, żeby zaliczyć wszystkie egzaminy i zarobić na skromne mieszkanie. Nie poddawałaś się, nie mogłaś... Walka to jedyna droga, którą miałaś do wyboru. Nie brałaś pod uwagę innego rozwiązania. Cały czas wpajałaś sobie, że jeżeli się czegoś bardzo chce, to wszystko jest możliwe. Udało się! Skończyłaś studia z wyróżnieniem, a dzięki nieprzeciętnemu intelektowi i dobrej intuicji osiągnęłaś sukces w branży. Jakże Twoja teraźniejsza egzystencja różni się od tej z przeszłości. Brudną, zatęchłą kawalerkę zamieniłaś na apartament, komunikację miejską na dobry samochód. Nie wychodzisz już żebrać na ulicę, a sama wrzucasz kilka dolarów do puszek bezdomnych. Wiesz, co czują, wiesz, jak im ciężko. Jedyne co się nie zmieniło, to Ty. Nie zwalniasz tempa. Silną ręką rządzisz w kancelarii, dbając o każdy szczegół. Jesteś urodzoną perfekcjonistką i pilnujesz, by Twoi pracownicy wykonywali swoją pracę należycie. Niekiedy zdarza Ci się zasnąć w biurze z plikiem papierów dookoła. Zdążyłaś się już do tego przyzwyczaić. Nigdy nie zapomnisz, jaką drogę przeszłaś, żeby znaleźć się w miejscu, w którym teraz jesteś. Do końca swoich dni będziesz pamiętać najgorsze momenty Twojej egzystencji. W miłości, jak i w kontaktach z innymi, jesteś ostrożna. Wiesz, że nie każdy człowiek pragnie twego dobra, a nawet chce Cię skrzywdzić, wykorzystać do swoich celów. Wiesz, jak ludzie potrafią udawać kogoś, kim nie są, zakładać maski. Czasem spoglądasz za okno i zastanawiasz się: Dlaczego ja? Dlaczego musiało mnie to spotkać? Wychodzisz wtedy z domu, zakładasz znoszone, nieeleganckie ubrania, które podobno nie przystają osobie takiej jak Ty i idziesz na długi spacer po biednych dzielnicach Nowego Yorku. Nie boisz się napadów, gniewu, strzelanin. Przemierzasz te same ulice, co za młodu. Spoglądasz na dzieci, włóczące się tu i ówdzie. Podchodzisz, po czym wkładasz im do ręki kilka banknotów. Uśmiechasz się delikatnie, niezauważalnie, a potem odchodzisz ze wzrokiem pełnym smutku.
 więcej  nitki

wizerunek: Shay Mitchell
Zachęcam do podejrzenia zakładek. Co tu dużo mówić, zapraszamy!
kreatywna99@gmail.com

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ryan Peterson

Ryan Peterson